Wykład Profesor Oliwki

/fragment 3. części opowiadania „czasem warto”/

Reporterka: A Wykład Profesor Oliwki?

Pisarz: Aborcja i zmartwychwstanie w jednym tekście? To zdecydowanie za dużo. Skasowałem to.

Reporterka: Nie.

Artysta: No. I to by było co najmniej 18+…

Reporterka: Ale dla mnie to było ważne…

Pisarz: Wiesz, jak chcesz, to tutaj mam ten fragment…

Wykład Profesor Oliwki

„Usunięcie nawet jednej zapłodnionej komórki z organizmu kobiety to usunięcie żywego organizmu. Z tym raczej nie da się dyskutować.”

Tak swój wykład zaczynała profesor Oliwka. Po takim wstępie ludziom albo rzedły miny, albo pojawiał się gigantyczny uśmiech na twarzy (oczywiście w zależności od podejścia do pewnych kwestii). To co się jednak działo później, to było… Myślę, że mogę powiedzieć, że było to cenne dla wszystkich obecnych na wykładzie.

„To z czym dyskutować można, to kwestia definicji, które przyjmujemy mówiąc o życiu, śmierci, organizmie, osobie oraz emocjach, które są z tym związane (i konsekwencji tych definicji).

Ale po kolei…

Pewnie większość z Was tutaj zebranych ma jakieś poglądy na tematy o których będziemy rozmawiali. Pewnie macie czasami bardzo rozbieżne podejście do owych tematów. I to jest w porządku. Zacznijmy więc od tego, że macie pełne prawo do posiadania własnych przekonań. Pamiętajcie jedynie o tym, aby być w tych swoich przekonaniach konsekwentnymi i starajcie się rozumieć jakie są konsekwencje tych Waszych przekonań. Starajcie się jednocześnie przyznawać takie samo prawo do posiadania odmiennych poglądów swoim znajomym i nieznajomym.

Wracając więc do naszego tematu…

W naturze obserwujemy wiele jednokomórkowych organizmów. Organizmy jednokomórkowe zaczynają się na jednej komórce, przez całe swoje życie są tą jedną komórką i na jednej komórce swoje istnienie kończą. W międzyczasie mogą się jeszcze powielić (rozmnożyć) w ten czy inny sposób, dając w ten sposób całkowicie nowy jednokomórkowy organizm, który na jednej komórce się zaczyna i na jednej kończy.

I już przy tych organizmach przyjmujemy pierwsze definicje. Już tutaj definiujemy czym jest według nas ‚życie’ i ‚śmierć’, rozróżniamy ‚ożywione’ i ‚nieożywione’.

Nie wchodząc w tym momencie w głąb definicji ‚życia jednej komórki’, jeżeli zgodzimy się z tą definicją ‚życia’, którą stosujemy do organizmów jednokomórkowych, to konsekwentnie – z biologicznego punktu widzenia – możemy przyjąć, że także każdy organizm wielokomórkowy zaczyna życie kiedy jest tą jedną komórką. I jednocześnie, co często umyka w dyskusjach, konksekwentnie, każdy organizm wielokomórkowy kończy się kiedy zginie jego ostatnia żywa komórka.

I pewnie część z Was już wie jakie mogą być, właśnie, ‚konsekwencje’ przyjęcia tych definicji.

Pierwszą konsekwencją jest stwierdzenie, że aborcja to usunięcie żywego organizmu.

Drugą konsekwencją jest stwierdznie, że człowiek nie umiera gdy ‚umiera’ mózg (bo przecież wiele komórek ciała człowieka żyło przez pewien czas przed pojawieniem się owego mózgu i może żyć przez pewien czas po tego mózgu ‚śmierci’). Pewnie, życie takiego człowieka zapewne staje się ‚uboższe’, niemniej jednak wiele jego komórek jeszcze żyje. To jest (przy takim rozumieniu) żywy człowiek bez żywego mózgu (albo z częściwo martwym mózgiem). Jest to człowiek, który powoli odchodzi, umiera, ale (przyjmując definicję jednokomórkową) wciąż żyje.

Trzecia konsekwencja jest już bardziej pragmatyczna, a jest nią stwierdzenie, że w związku z powyższym wszelkie przeszczepy dokonywane od tak zwanych ‚zmarłych’ są tak naprawdę przeszczepami od ‚żywych’ (bo przecież te komórki żyją, czyli organizm, z którego je pobieramy też żyje). I tu pojawia się pytanie czy w takim razie nie powinniśmy, nie powinnyśmy zakazać tego typu pobierania organów od tych ‚żywych’ ludzi, gdyż w ten sposób albo przyczyniami się do ich ‚śmierci’, albo tworzymy ‚ludzi podwójnych’, gdyż w tym momencie w jednym człowieku (biorcy / biorczyni takiego organu) umieszczamy drugiego ‚żywego’ człowieka i od tej pory te dwa organizmy koegzystują. Jest to więc bardzo szeroki temat do którego dyskusji być może wrócimy podczas dalszych zajęć.

I mamy jeszcze jedną – ostateczną konsekwencję, która dotyczy już kwestii bardziej religijnej, a konkretnie religii chrześcijańskiej. Tutaj, to już bardzo przejaskrawiona sytuacja i chciałabym, abyście zdawali i zdawały sobie sprawę, że przedstawiam ją tylko na potrzeby naszej dyskusji, nie chciałabym nikogo z Was tymi kilkoma najbliższymi zdaniami urazić, a jeśli ktoś pomimo wszystko poczuje się urażony, z góry przepraszam.

Oczywiście, statystycznie, dwie na trzy osoby na świecie (czyli około 5 miliardów ludzi) uważają, że Jezus był zwykłym człowiekiem. Różnić się mogą te osoby w postrzeganiu działalności Jezusa i jego przekonań o miłości bliźniego i traktowaniu wszystkich z tą właśnie miłością, niemniej jednak raczej wszyscy stwierdzą, że Jezus żył jako człowiek i zmarł jako człowiek. I tyle. Pozostała jedna na trzy osoby na świecie (czyli około 2,5 miliarda ludzi) uważa, że Jezus po swojej śmierci zmartwychwstał.

I teraz, przyjmując że Jezus został ukrzyżowany w piątek o 15.00, a w niedzielę rano (załóżmy, że około godziny 7.00) wyszedł z grobu, oznacza to, że od jego ‚śmierci’ do ‚zmartwychwstania’ upłynęło około 40 godzin.

W związku z powyższym, zgodnie z definicją ‚jednej komórki’ po takim czasie organizm Jezusa wciąż mógł być żywy, gdyż nie wszystkie jego komórki musiały do tego czasu umrzeć (według niektórych badań część komórek może przetrwać po śmierci mózgu nawet ponad 72 godziny).

Czyli ostatecznie – teoretycznie – konsekwencją takiego rozumienia ‚życia’ byłoby stwierdzenie, że Jezus w takim razie nigdy nie zmartwychwstał, bo po prostu nigdy nie umarł. A już na pewno nie umarł na krzyżu. Myślę, że z tym jednak nikt z wierzących jednak by się nie zgodził.

I to są właśnie konsekwencje definicji, które przyjmujemy.

I, szczerze powiedziawszy, nie ma nic złego przy przyjęciu, że organizm człowieka zaczyna się od jednej komórki i na jednej komórce kończy. Trzeba się jedynie liczyć z tym co tak naprawdę to stwierdzenie oznacza.”

Na twarzach zgromadzonych można było wtedy zauważyć istotną zmianę. Ci, którzy początkowo słuchali z uśmiechem, teraz wydawali się zdezorientowani, oburzeni, skupieni nad wymyślaniem kontrargumentów. Ci zaś, którzy wcześniej byli oburzeni, teraz uśmiechali się pod nosem albo kiwali głowami ze zrozumieniem i aprobatą. Ale to nie był koniec wykładu…

„I na tym moglibyśmy ten wykład zakończyć, aczkolwiek przeanalizujmy też sytuację w drugą stronę.

Przyjmując teraz, że człowiek umiera wraz ze ‚śmiercią mózgu’, konsekwentnie powinniśmy przyjąć, iż w momencie pojawienia się owego mózgu człowiek zaczyna swoje życie.

To jednak nie jest takie proste…

Wiemy bowiem, że faktycznie po ‚śmierci mózgu’ człowiek może jeszcze żyć przez pewien czas podtrzymywany przez aparaturę, tak jak może żyć przy niewydolności płuc czy serca. Przyjęcie ‚śmierci mózgowej’ jako końca życia człowieka jest więc kwestią umowną.

Być może moglibyśmy też pójść w drugą stronę, czyli uznać, że człowiek jest żywy wtedy kiedy jest w stanie samodzielnie funkcjonować (i na początku i na końcu). Pomyślcie jakie to niosłoby ze sobą konsekwencje na różnych etapach ludzkiego życia.

I w końcu – być może należałoby (i w przyszłości zostanie to zrobione) przyjąć jeszcze inną definicję ‚śmierci’ (zakończenia życia człowieka) i przez to ‚rozpoczęcia życia człowieka’. Może nie jest też tak jak powiedziałam na początku, że ‚usunięcie nawet jednej zapłodnionej komórki z organizmu kobiety to usunięcie żywego organizmu’, może i z tym należałoby dyskutować.

Na ten moment, pierwsze, co chciałabym, abyście wzięły i wzięli sobie z tego wykładu to świadomość, że biologia komórki to nie wszystko i wiele osób wyróżnia w kwestii życia i śmierci dwie ‚jakości’. Mówimy o ‚życiu organizmu’ i ‚życiu osoby’. Mówimy, że ‚żywy organizm’ w pewnym momencie staje się ‚żywą osobą’, a po śmierci danej osoby jej organizm wciąż jeszcze przez pewien czas pozostaje żywy. Kwestią dyskusji pozostaje wciąż kiedy zaczyna się osoba i kiedy kończy.

I o tym chciałabym abyście teraz podyskutowali w grupach, abyście spróbowali sobie to rozpisać i ustalić konsekwencje Waszych decyzji definicyjnych, które mogą być zupełnie inne niż te które Wam tutaj przedstawiłam, gdyż być może macie większą ode mnie wiedzę w temacie…

I tak, wiem, że wiele z osób obecnych na sali wolałoby przejść bardziej do kwestii praktyki prawnej niż dywagować teoretycznie, ale te podstawy są nam bardzo potrzebne.

Dopiero jak ustalimy te podstawy będziemy mogli przejść do kolejnej sprawy związanej z tym tematem, a mianowicie stanowienia prawa i konkretnych sytuacji życiowych. Prawo tworzymy bowiem (przynajmniej czasami) w oparciu o naukę oraz o potrzeby społeczne i wiedzę o tym jak tak naprawdę wygląda codzienne życie, a nie tylko jak wygląda ono teoretycznie.

I domyślam się, że część z Was ma już przygotowane stwierdzenia dotyczące tego, że po pierwsze, nie zawsze z tej jednej komórki powstaje coś co w jakikolwiek sposób przypomina dorosły ludzki organizm. I faktycznie tak jest. I to jest ważne. Ale o tym porozmawiamy w kolejnym kroku.

Dygresyjnie – ponieważ ja osobiście nie chcę tu epatować drastycznymi opisami, poprzestanę na tym. Jeżeli ktoś z Was ma mocną psychikę, może poszukać na własną odpowiedzialność informacji na ten temat w Internecie. Osobom, które nie planują w przyszłości zostać lekarzami, lekarkami (przez co zetkną się zapewne z tego typu obrazami w swojej praktyce lekarskiej), odradzam jednak tych poszukiwań.

I pewnie wiele osób też chciałoby poruszyć równie ważną kwestię życia kobiet, które zachodzą w ciążę. I też, faktycznie, tutaj możemy mówić o bardzo różnych sytuacjach, jak przykład ciąż u osób niepełnolotenich. I pewnie ktoś ma już nawet przygotowaną informację o tym ile lat miała najmłodsza matka na świecie… Dodam, że ta Pani wciąż jeszcze żyje.

I tak, to prawda… Według oficjalnych źródeł…

Najmłodsza matka na świecie zaszła w ciążę zanim ukończyła pięć lat.

Pięć lat.

Urodziła gdy miała niecałe sześć lat.

Ojciec dziecka, ani okoliczności poczęcia nie zostały ostatecznie ustalone.

Ale od razu proszę Was – nie traktujcie tej informacji jako informacji sensacyjnej, a jeżeli będziecie brali i brały tę informację pod uwagę, to traktujcie ją jako przyczynek do zastanowienia się nad tym jak powinniśmy, powinnyśmy ustanawiać prawo, które bierze w opiekę i te pięcio-sześcioletnie dziewczynki i te organizmy (dzieci?), które w tych dzieciach się rozwijają. Ale to dopiero później.

Na ten moment skupcie się nad ustaleniem podstaw w grupach. Dzięki ustaleniu tych podstaw będziecie później mogli i mogły dyskutować nad tym czy rozmawiamy o (jak pewnie część z Was to widzi) sytuacji ‚życie człowieka a życie człowieka’ czy (jak widzi to pewnie reszta) sytuacji ‚życie człowieka a życie kilku komórek lub płodu’.

Dopiero później możemy zastanowić się nad konkretnymi sytuacjami, spróbować wczuć się (na ile to możliwe) w rolę kobiet (w ciąży, matek, sióstr) oraz mężczyzn (partnerów tych kobiet, ojców, braci) w różnych sytuacjach, z różnymi poglądami. Jesteście tutaj bowiem i kobietami i mężczyznami i macie odmienne doświadczenia, odmienne perspektywy, poczucie, że dotyczy to Was, Waszego ciała lub ciała Waszych partnerek, córek… Chciałabym abyście podczas dyskusji podzielili i podzieliły się swoimi perspektywami, ale też spróbowali i spróbowały na chwilę wczuć się w trochę inne role, zrozumieć uczucia innych osób.

Dyskutując, pamiętajcie o tym, aby szanować swoich kolegów i koleżanki w grupach, szanować ich poglądy nawet jeśli się z nimi nie zgadzacie. Starajcie się dyskutować o kwestiach merytorycznych, a nie ‚ad personam’. I pamiętajcie, że temat życia, śmierci i prawa do samostanowienia o swoim organizmie jest (i pewne jeszcze długo będzie) jednym z najtrudniejszych tematów dla ludzi. Jest to temat, który budzi zarówno dużo radości jak i dużo smutku, zwłaszcza jeżeli ktoś zetknął się już w swoim życiu ze śmiercią lub sytuacją znaczącej utraty kontroli nad swoim własnym życiem. Nie traktujcie więc ‚z góry’ czyjegoś przekonania, tylko dlatego, że Wy macie inne zdanie, posłuchajcie, usłyszcie emocje, spróbujcie je poczuć, spróbujcie je zrozumieć i wypracować wspólne zdanie na dyskutowany temat.

Pamiętajcie też, że mówiąc o życiu i śmierci konkretnych osób (jak Jezusa, czy kilkuletnich matek) mówimy o ludziach, którym należy się szacunek, ludziach którzy byli i wciąż są dla kogoś bliskimi, być może nawet dla osób obecnych tu na sali. Wypowiadajcie się więc na te tematy z odpowiednim szacunkiem.”

I w tym momencie Profesor Oliwka łączyła ludzi w grupy i pozwalała pracować przez około pół godziny, po czym referowaliśmy do jakich wniosków doszliśmy i doszłyśmy na tym etapie, następowała chwilowa dyskusja ogólna i wracaliśmy jeszcze na kolejne pół godziny do swoich podgrup już po to, aby przejść do dyskusji o konkretnych sytuacjach i stworzyć konkretne ‚prawo’, które odpowiadałoby całej podgrupie.

Ostatecznie, każda grupa przedstawiała swoje ‚prawo’ i delegata lub delegatkę do negocjacji w imieniu grupy tego jak będzie brzmiało ‚prawo’ wypracowane przez całą salę. Po ustanowieniu treści owego ‚prawa’ przeprowadziliśmy głosowanie nad tym czy chcemy to ‚prawo’ przyjąć. Każda osoba mogła teraz po tych wszystkich dyskusjach oddać swój własny głos, w zgodzie z własnymi przekonaniami, własną wiedzą, w sposób jawny, bez obawy, że ktoś oceni go / ją w ten czy inny sposób oraz powiedzieć czy jego / jej widzenie sprawy się zmieniło i w jaki sposób.

Pod koniec wykładu na sali nie było specjalnie dużo uśmiechów, ale nie było też min złowrogich. Kompromis, który wypracowaliśmy nie wszystkich satysfakcjonował, ale ludzie zdawali się szanować ten kompromis oraz szanować poglądy innych nawet gdy były one odmienne od ich własnych.

I choć te dyskusje na tamtej sali były trochę inne niż zazwyczaj, trochę jakby bardziej oderwane od rzeczywistości, bardziej akademickie, to jednak dla mnie to i tak było wartościowe. A może właśnie dlatego…