zwyczajne życie – rozdział 3

pobierz-pdf

ROZDZIAŁ 3.

– Co robisz?

– Czytałem właśnie Nietzschego…

– Nadczłowiek? Ty?

– Myślałem raczej o Januszu…

Naprawdę tak o nim myślałem po kilku spotkaniach. Zdążyłem się już przekonać, że nie jest on pospolitym retorem, który znalazł sobie towarzystwo wzajemnej adoracji… Ten chłopak miał coś do powiedzenia… I to mnie może najbardziej przerażało… Budziło się we mnie dawno zapomniane poczucie bezdomności… Wróciły pytania o świat i o jego najważniejsze wartości, o stałość, o jakiekolwiek oparcie… Pamiętam, że jeszcze w liceum i ja miewałem podobne nastroje, i większość moich znajomych… ale wyrośliśmy z tego. On nie wyrósł…

* * *

To był jeden z kolejnych wieczorów spędzonych na rozmowach z Januszem… Wciągnąłem się w to. Siedzieliśmy przy kominku zupełnie jak w dawnych czasach na obozach harcerskich i po prostu słuchaliśmy pięknej opowieści…

* * *

– Walczysz o życie…

Brak silnej woli sprawia, że nie potrafisz się czymś poważnie i na dłużej zainteresować.

A kiedy Twoje zainteresowania i marzenia znikają i Ty znikasz i powoli rozpływasz się w codzienności.

Bronisz się przed tym nieumiejętnie szarpiąc się jak ptak w sieci bądź jak ryba i idziesz coraz głębiej w dół, na samo dno.

Droga donikąd.

Pytasz jak zdobyć silną wolę i odwagę…?

Musisz umrzeć dla strachu i lęku… Musisz zmienić schemat swojego życia i stać się silnym, aby nie niszczyć chcąc budować, by nie mówić “nie” gdy myślisz “tak”.

Chcąc być sobą i mieć własne zdanie, ciągle jesteś dzieckiem, ale na dobrej drodze jak mniemam…

* * *

– Musisz znaleźć własne wartości, aby pozwolić innym na posiadanie swoich.

Musisz zrozumieć, że i jedne i drugie wartości są ważne, bo przynależą do ludzi. Często do ludzi, których kochamy.

Jak często nie posiadając własnych wartości nie potrafimy pozwolić innym na ich posiadanie, bojąc się, że znikniemy, a tego nie chcemy, boimy się i wzbudza to w nas agresję.

A jakie są te wartości i z czego one wynikają, skoro “boga nie ma”…

Jest człowiek, jest cierpienie, jest miłość…

Czym jest? I czy jest?

Czuję to, ale być może to tylko złudzenie…

Nawet jeśli złudzenie, to okrutnie prawdziwe.

Jeżeli nawet nie ma świata i ktoś mnie oszukuje i jestem głupi, to jednak przyjmuję to co czuję za warte zastanowienia i pragnę zmienić to co “złe” na to co dobre.

A jeśli “świat” boi się tego?

Wtedy gdy jest to niesłuszna obawa, muszę trwać przy swoim. Gdy zaś obawa jest słuszna, przemyśleć raz jeszcze “własne uznanie”.

Nie uszczęśliwiać świata na siłę versus nie trwać w jego irracjonalnych lękach i obawach…

Znaleźć złoty środek pomiędzy tym co warto, a czego się boimy…

Dążyć do celu rozsądnie i z uwagą, spoglądając na wszystko i wszystkich dokoła, aby cel środków nie uświęcił. Nie bać się jednak celu nawet gdy środki mogą być bolesne. Bolesne jednak ze względu na zbyt skostniałe lęki i stereotypy, a nie ze względu na rzeczywiste odczucia…

Tylko czym i czy w ogóle jedno różni się od drugiego? Przecież nawet jeśli lęk jest stereotypowy jest on rzeczywistością dla danej osoby…

Lęk…

Jeśli to tylko lęk, nie należy schodzić z obranej drogi. Lęk raczej należy ujarzmić i wskazać drogę lepszą.

Bezmyślność, przemoc i obłuda…

Z nimi należy walczyć. Ale rozsądnie – czasami wprost głową w mur uderzając gdy widzimy, że mur słaby nie wytrzyma uderzenia; czasami robiąc podkop i sprytnym pytaniem powodując wewnętrzne przemiany; czasami jeszcze przez czyste unaocznianie – bez siły, bez walki – jedynie przez prośbę skierowaną wprost do tak zwanego “władcy”.

Każdy człowiek jest wartościowy i każdy jest celem. Żaden nie może być środkiem.

Ale żaden też człowiek nie ma prawa do uznawania innych za środek. Ten, który tak czyni wymaga lekcji, która pomoże mu zrozumieć dlaczego źle czyni…

* * *

Zemsta, chęć pomszczenia…

Straszna siła, nawet najlepszych zwodząca na manowce, które nigdy nie są właściwą drogą. Człowiek to człowiek, nawet kiedy krzywdzi, nawet najbliższych.

Odwieczna i wieczna być może jeśli nie przerwiemy któregoś ogniwa. Trudne, a wręcz niemożliwe, a jednak… Warto przerwać, pogodzić się z własnym bólem i przebaczyć.

I tak umrzemy.

Ten kto zabiera nam bliskich jest wielkim przestępcą. Czas zabiera ich najwięcej, jednak jesteśmy wobec niego bezsilni.

Jeśli ktoś przychodzi wcześniej niż “czas”, cały nasz gniew na “czas”, który choć może nieuświadomiony – tkwi głęboko – przelewany na “złoczyńcę”, który odbiera bliskich.

Jaki bowiem człowiek śmie się równać z czasem? Kim jest ten, który to czyni?

Jeśli czyni to dla naszego dobra i staje w otwartej wojnie z największym przestępcą świata – wychwalamy go pod niebiosa ogłaszając go bądź to lekarzem, bądź samym bogiem.

Bóg = ten, który walczy z Czasem.

Jeśli zaś staje ktoś po stronie “Szatana”, wypowiadamy mu otwartą wojnę – ucieleśnienie zła zstąpiło bowiem na ziemię i wreszcie znamy swego wroga.

Ileż w nas, we mnie, złości na czas? Wyczuwam ogrom siły, która pcha do wyzwania go na ubitą ziemię. Ale czuję jak malutki jestem w porównaniu. Cóż ja mogę? Człowiek, syn Człowieka? Tu potrzeba Boga.

A kim on jest?

Rolandem, Arturem, etc.

Obrońca praw. Wspaniały rycerz i pocieszyciel, który daje nadzieję.

Nie wszystek umrzesz” jeśli uwierzysz, albowiem Duch równie silny jak Czas będzie twoim sprzymierzeńcem.

Musisz mu tylko “to” lub “tamto” ofiarować… ale przecież warto – ocalisz życie – to co najcenniejsze… nie wszystek umrzesz.

Albo pogódź się ze śmiercią. Śmierć bowiem prowadzi do wolności, nirwany, wyzwolenia – życia… bez życia. Połączenie z absolutem w odwiecznym “garncu” świata. W ciele, istocie… w bogu.

Zostań bogiem” – hasło każdej religii.

Zapanuj nad Czasem – złoczyńcą.

A ludzkość?

Sprzymierzeńcy Czasu mordują, głodzą, biją, maltretują, dokonują wszelkich zbrodni – słudzy “Szatana”.

Upadłe anioły.

Przychodzisz na świat i poznajesz dwie siły: dobro – czyli chwilę trwającą wieczność; oraz czas – czyli mordercę chwili.

Bóg i Szatan walczą ze sobą od lat. Dobro i Zło, Trwanie i Niebyt, Początek i Koniec.

Czy w Czasie można znaleźć coś Dobrego?

Kim byśmy bez niego byli?

Wiecznymi dziećmi, stałością, chwilą, wiecznym szczęściem…

A spotkanie? A tworzenie relacji? A poznanie? A miłość? A …?

Istnieją dzięki Niemu…

A rozstanie? A niszczenie? A …?

Również.

Daje i odbiera… A może po prostu pozwala?

Czas.

Daje i odbiera… A może po prostu pozwala?

Bóg.

Daje i odbiera…

Człowiek.

Cóż więc ma robić? Jak żyć? Czym są wartości? Jakie są?

Nie ma. Jest Czas, jest Bóg, jest Szatan, jest Człowiek.

Jest wychowanie i wiedza.

Wartości wybieramy sami.

Jest chęć życia i przeżycia i przeżycia godnego życia.

Jest chęć śmierci – czasami, często, prawie zawsze w pewnym momencie. Każdy kiedyś chce umrzeć…

Tylko niektórzy nie dożywają tego dnia.

Choroba… czyli “czas” przyspieszony.

Wojna, morderstwo, gwałt, okaleczenie…

Bierzesz bez pozwolenia – sługo Czasu!

Nie rób tego!

Dlaczego?

Bo i Tobie zostanie zabrane. Oko za oko, ząb za ząb, krew za krew… Czas za Czas.

Prawo do samodecydowania…

w obrębie Czasu.

Ktokolwiek przekracza granice mego Państwa musi liczyć się z tym, że będę bronił jego obywateli, że za odebrany im Czas będę żądał Czasu… Zemsty… Zadośćuczynienia.

Prawo w obrębie Czasu.

Nikt go nie odda obywatelom mojego Państwa. Możemy co najwyżej odebrać go innym – aby jak i my cierpieli…

Cóż nam to da? Poczucie siły w sytuacji bezsilności..

Gdy ktoś zjada moją kość, ja palę mu budę. Gdy ktoś wypija moją wodę, ja wyrzucam mu miskę.

Oko za Czas, Ząb za Czas, życie za Czas.

Nienawidzę” sprzymierzeńców Czasu.

Walczę z Czasem… I z jego podwładnymi…

Odwieczna wojna, w której wygrywać można bitwy bez możliwości wpływu na wynik końcowy.

Jednak każda wygrana bitwa, każda zdobyta twierdza cieszy.

Zwycięstwo po stronie boga i ludzi.

Człowiek kontra Czas 1:0

Mój czas to moje wartości.

Twój czas to Twoje wartości.

Razem mamy szansę na 2:0.

Gdy widzę, że jeden człowiek odbiera drugiemu “Czas” buntuję się przeciw niemu.

Podstawowe prawo Człowieka – Masz prawo do Czasu, który jest Twój.

Masz prawo walczyć o to by mieć więcej Czasu, ale nie wolno Ci odbierać Czasu innym.

Największa wartość, którą można podarować Człowiekowi…?

* * *

Zemdlał…

Popatrzyliśmy na siebie ze zdziwieniem, czy to zaciekawieniem… czy to aby na pewno nie dalsza część jego wypowiedzi…

Nie. Zemdlał…

Czyżby Czas się o niego upomniał?

Nie. Zemdlał.

Kilka chwil później udało się nam przywrócić go do w miarę normalnego stanu, otworzyliśmy okna za którymi pohukiwała sowa… Była już późna noc, co oznaczało, że mówił od dobrych kilku godzin. Ale wszystkim nam zdawało się jakby to trwało chwilę. Nawet mnie wciągnęła jego wypowiedź. Myślę, że było mi to potrzebne – ten cały wywód, właściwie strumień świadomości, którego byłem świadkiem… Wiele z jego idei i mnie świtało w głowie tylko nie potrafiłem ująć ich w słowa…

Kiedy już wszyscy ochłonęliśmy trochę, zaczęliśmy dyskusje na temat jego wypowiedzi. Okazało się, że nie tylko na mnie wywarło to wielkie wrażenie (czego zresztą mogłem się spodziewać) i nie tylko ja bardzo osobiście odebrałem jego słowa…

Coś w tym było… Tylko co? Gdybym mógł przewidzieć co się za tym kryje… Może inaczej bym spojrzał na to co mówił.

Może inaczej interpretowałbym Boga i Czas… i Człowieka…

czytaj dalej – rozdział czwarty